- Ej kochaniutka. Czyżbyś coś kombinowała na boku?- spytała Anka mrużąc oczy.
Konstancja wiedziała, że nie łatwo zbyć byle czym dociekliwą koleżankę, jednak miała to gdzieś.
- Kto wie, kto wie ?- odpowiedziała enigmatycznie.
- No wreszcie. Wiesz, nie powinnam się wypowiadać, ale już nie mogę patrzyć na to, jak twój mąż cię traktuje. Przydało by mu się porządne poroże - przekonywała.
- Ty coś wiesz?
- Nic pewnego, ale ludzie gadają.
- Ludzie gadają różne głupoty. O każdym. Nawet o tobie - Konstancja spróbowała zmienić temat.
- O mnie?! - Anka krzyknęła. - A niby co?
- No dajmy na to, że ten młodzian, co przyjeżdża do ciebie, kiedy Jacek wyjeżdża do pracy, to przesiaduje do samej nocy. A nawet nocuje.
- No coś ty!
- Aniu, przecież nie mieszkasz w lesie. Musisz zachować pozory.
- Rzeczywiście, znalazła się doradczyni. Phi...to tylko znajomy- wzruszyła ramionami. -Pracuje u mego ojca.
- Słuchaj, nie wnikam w to, co jest między wami, ale powinnaś być ostrożniejsza. Bo jak ja się dowiedziałam, to i Jacek może.
- Kurde...rzeczywiście - przyznała racje nerwowo obgryzając skórki przy paznokciach.
- No to muszę znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie - westchnęła i ruszyła w kierunku drzwi.